Nim zamieszkałem ze swoją ukochaną, od ładnych kilku lat zajmowałem się terrarystyką.
Miałem łącznie kilka pajączków. Dbałem o nie jak o swoje dzieci. ;D
Nastał jednak czas, kiedy to moja luba wprowadziła się do mnie. Następstwem tego była niestety konieczność pozbycia się pajączków. Moja narzeczona panicznie się ich bała. Co dnia marudziła, że nie może w nocy spać, bo wciąż myśli, że zaraz jakieś czarne włochate bydle może pojawić się na naszym łóżku. Oczywiście w tej kwestii narzeczona przesadzała, ponieważ swoje bestie trzymałem odpowiednio solidnie zamknięte, tak więc nie miały możliwości wyjść na wolność by pograsować po mieszkaniu.
Czy ktoś z Was miał może podobną do mojej historie? ;-)
Jeśli tak, to proszę się nią podzielić. Pośmiejemy się hehe ;))
O, chłopie! Grasujące po mieszkanku pajączki? Zakładając w dodatku, że wyobraźni Twojej narzeczonej nie brakowało???
Jakoś mnie te jej nieprzespane noce nie dziwią, choć sam lubię popatrzeć na te stworzonka, oczywiście szczelnie zamknięte w odpowiednim pojemniku:).
Historia zabawna, ale coś mi się zdaje, że Twojej narzeczonej do dzisiaj nie jest do śmiechu kiedy wspomni "doborowe towarzystwo"?